Zmartwychwstały jest obecny

Historia tej ziemi nie jest wypełniona jedynie złem i cierpieniem. Jest też naznaczona przykładami heroicznej miłości. Największym znakiem takiej miłości jest oddanie życia za braci. Człowiek nie może uczynić nic więcej. Jest jednak ktoś, kto uczynił jeszcze więcej: nie tylko oddał za nas życie, gdyż do końca nas ukochał, ale jednocześnie pozostał z nami, gdyż wie, że tego bardzo potrzebujemy. Tym kimś jedynym i wyjątkowym jest Zmartwychwstały Chrystus. Tylko On miał moc, by oddać życie z miłości do nas i by je znowu odzyskać.

Zmartwychwstały Chrystus jest nie tylko żywy. On jest OBECNY. A być obecnym to coś znacznie więcej niż po prostu być czy być żywym. Na tej ziemi istnieje wiele rzeczy. Znajduje się też wiele istot żyjących. Ale tylko człowiek zdolny jest do czegoś więcej. Może nie tylko istnieć i żyć lecz może także być obecnym. Popatrzmy na przykład, który ilustruje różnicę między "być" a "być obecnym".

Oto czteroletni chłopczyk bawi się w swoim pokoju z mamą. Po pewnym czasie mama wyjaśnia dziecku, że musi teraz pójść do kuchni, aby gotować obiad. Piotruś boi się jeszcze samotności więc rodzice nie zostawiają go nigdy samego w domu. W opisywanej sytuacji chłopczyk jednak nie protestuje. Bawi się dalej. Jest spokojny. Mama wyszła wprawdzie z pokoju ale ona jest tam nadal obecna. Piotruś nie jest sam. Jest pewien, że mama go kocha i cieszy się nim. Z tego powodu mimo, że jej teraz nie widzi i nie słyszy, ufa, że mama go nie oszukała i nie wyszła z domu. Jest pewien, że ona nadal o nim myśli i nasłuchuje, co się z nim dzieje. Jeśli będzie jej potrzebował, to ona usłyszy najcichsze nawet wołanie syna i natychmiast pojawi się w jego pokoju. Gdyby natomiast w pokoju Piotrusia była jakaś obca osoba, to wcale nie stałby się on dzięki temu spokojniejszy. Przeciwnie, mógłby się przestraszyć i rozpłakać.

Ten przykład dobrze ukazuje, co to znaczy być obecnym. Istotą i podstawowym warunkiem, by być dla kogoś obecnym, nie jest więc ani widzenie oczyma ani dotykanie rękoma lecz więź miłości i zaufania. Jeśli z kimś łączą mnie więzi miłości i zaufania, to ta osoba jest zawsze obecna w moim życiu, mobilizuje mnie, umacnia, dodaje pewności siebie i otuchy. Także wtedy, gdy w danym momencie nie widzę jej ani nie słyszę. Także wtedy, gdy dzieli nas odległość tysięcy kilometrów. Gdy natomiast nie ma między nami takiej więzi, to ty jedynie istniejesz, po prostu jesteś. Ale nie jesteś dla mnie, czyli nie jesteś obecny w moim życiu.

Kiedy Pan Bóg stwarzał świat, to widział, że wszystko było bardzo dobre. Pierwszą rzeczą, o której sam Pan Bóg mówi, że jest czymś złym i bolesnym, jest samotność człowieka: nie dobrze jest człowiekowi być samemu. Człowiek jest samotny i cierpi nie tylko wtedy, gdy nie ma obok niego innego człowieka. Jest samotny i cierpi także wtedy, gdy wokół niego znajduje się wiele osób ale gdy nie łączą go z nimi więzi miłości i zaufania. Zupełnie dramatyczna jest sytuacja, w której ktoś przeżywa antywięzi: nienawiść, wrogość, podejrzliwość, znęcanie się, okrucieństwo. Samotność jest czymś niedobrym i bolesnym ale złe bycie razem jest czymś jeszcze bardziej okrutnym i niszczącym. Może prowadzić aż do zaburzeń psychicznych czy zachowań samobójczych. Choćby w postaci alkoholizmu czy narkomanii.

Chrystus wie, że człowiek samotny cierpi i nie wierzy w miłość. Nie potrafi wtedy kochać i być kochanym. Z tego powodu Chrystus nie tylko za nas umiera ale także dla nas zmartwychwstaje, by nadal być obecnym na tej ziemi. Jego obecności nie możemy sprawdzić naszymi zmysłami. Ale wiemy już, że to nie jest istota bycia obecnym nawet między nami, ludźmi tej ziemi. Drugi człowiek może mi jedynie udowodnić, że jest, stając przede mną, dotykając mnie. Nie może mi jednak udowodnić, że jest dla mnie obecnym, a więc że mnie kocha, że cieszy się mną, że jest dla niego ważne to, co do niego mówię, że jest gotów pomagać mi, gdy będę w potrzebie. Mogę go widzieć i słyszeć a mimo to może być on daleko ode mnie sercem i myślami. Zdarza się to czasem nawet w gronie rodzinnym.

Nikt więc nie może mi na tej ziemi udowodnić, że jest dla mnie obecny. Może jedynie okazywać znaki miłości i zaufania a ja mogę w te znaki uwierzyć lub nie. Tylko istnienie rzeczy jest faktem, który można udowodnić. Natomiast obecność ludzi dla siebie nawzajem opiera się na znakach i ciągle zawiera margines niepewności. Także wtedy, gdy widzę i dotykam drugiego człowieka. Jest on dla mnie obecny tylko wtedy, gdy łączy nas miłość i zaufanie. A miłość i zaufanie nie podlega dowodom. Karmi i umacnia się znakami życzliwości i wymaga zdolności zawierzenia.

Podobne prawa odnoszą się do obecności Zmartwychwstałego. W szczególny sposób jest On obecny w Eucharystii. Ale Jego obecność dla mnie nie opiera się na tym, że Go widzę i słyszę ale na tym, że czuję się przez Niego kochany, że Jemu ufam. Każdy z nas z inną intensywnością przeżywa więź miłości i zaufania do Chrystusa. Z tego względu uczestnicząc w tej samej Eucharystii każdy z nas inaczej odkrywa i przeżywa obecność Chrystusa. Dla niektórych jest On bardziej obecny niż stający obok człowiek. Ale może być i tak, że ktoś traktuje Eucharystię jedynie jako nakazany obrzęd a nie jako spotkanie z największym Przyjacielem, który za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał. Tam, gdzie w grę wchodzi prawdziwa obecność, tam najważniejsze jest dosłownie niewidoczne dla oczu. Życzę wszystkim z serca, by żyli w obecności Zmartwychwstałego. Mądrość daje światło i wskazuje drogę. Ale dopiero obecność Zmartwychwstającej Miłości daje siłę, aby nie ustać w drodze.