Zmartwychwstająca miłość

Zmartwychwstanie w ostateczny sposób odsłania tajemnicę Jezusa Chrystusa. Przeszedł On przez ziemię, będąc podobnym do nas we wszystkim oprócz grzechu. Każdemu spotkanemu człowiekowi okazywał miłość i udzielał pomocy, dostosowanej do jego konkretnej sytuacji: uzdrawiał, umacniał, przebaczał, ukazywał całą prawdę o człowieku, o jego życiu, godności, powołaniu. I czynił to z całą miłością. A wszystko po to, byśmy mogli żyć w sprawiedliwości, miłości i pokoju oraz aby nasza radość była pełna. Nic więc dziwnego, że tłumy ludzi szukały Jezusa, że podążały za Nim nawet na pustynię, że słuchały Go z nadzieją i zdumieniem. Wielu przemieniało zupełnie swoje życie. Niektórzy zostawili dosłownie wszystko i poszli za Nim. Zaczęli dostrzegać znaki, iż nie był On tylko człowiekiem.

Nie każdemu jednak podobały się słowa i czyny Jezusa, bo On niepokoił tych, którzy byli twardego serca i którzy nie kierowali się miłością. Łamał ich schematy myślenia oraz ich przekonanie o własnej doskonałości. Demaskował powierzchowność ich osądów i obłudę. Był dla nich niewygodny. Zaczęli więc szukać sposobu, aby Go zgładzić i w końcu przybili Go do krzyża. Gdyby historia Jezusa zakończyła się na Golgocie, to byłby On jeszcze jednym męczennikiem w historii ludzkości. Niewątpliwie największym, najbardziej niezwykłym i zmuszającym do głębokiej refleksji, ale tylko męczennikiem. Lecz po raz pierwszy w historii ludzkości ktoś, kto oddał życie, by zło zwyciężać dobrem, potrafił swe życie odzyskać na nowo. Śmierć Jezusa na krzyżu nie była gestem heroicznego buntu wobec zła i grzechu, ale dobrowolnym darem miłości, która wszystko przebacza, wszystko przetrzyma, wszystko zwycięża.

Spotykając Zmartwychwstałego, uczniowie - dotąd zastraszeni i wątpiący - upewnili się, że można zabić ludzkie ciało, ale nie można zabić miłości. Do niej należy nie tylko eschatologiczna przyszłość, ale także teraźniejszość. Jednocześnie upewnili się, że Jezus tak ukochał każdego z nas, iż dobrowolnie oddał swe życie. Ma On moc, by złożyć je za nas w ofierze i ma moc, by je odzyskać. Spotkanie z Jezusem - Zmartwychwstałą Miłością, przemieniło apostołów i całe pokolenia chrześcijan w heroicznych świadków ich Pana i Boga.

Człowiek nie może być szczęśliwym bez miłości czy wbrew miłości. Nie może być szczęśliwym bez Boga, który jest Miłością (por 1 J 4, 8). Boża miłość w człowieku jest jednak ciągle zagrożona: grzechem, słabością, zniechęceniem, doznaną krzywdą, utratą nadziei. W miarę jak miłość słabnie czy przymiera, życie staje się stopniowo koszmarem i nieznośnym ciężarem zamiast być źródłem radości i nadziei. Żyjąc bez miłości czy przeciw miłości, człowiek zaczyna patrzeć na siebie i na otaczający go świat z rosnącym niepokojem, nieufnością, nienawiścią, buntem, niezrozumieniem. Przeżywa lęk, rozgoryczenie, rozpacz, poczucie bezradności i bezsensu.

Wielkanoc to znak nadziei i wezwanie do tego, by zagrożona w nas miłość mogła zmartwychwstawać. Tajemnica pustego grobu Jezusa staje się ostatecznym znakiem i potwierdzeniem, że prawdziwa miłość wszystko zwycięża: nie tylko śmierć, ale także jej źródło: egoizm, grzech, wszelkie słabości i zniewolenia. Chrześcijanin to człowiek, który tak mocno i tak ufnie złączył swe życie z Chrystusem, że może w nim zmartwychwstawać miłość. Droga do Zmartwychwstania miłości w naszym życiu prowadzi przez POJEDNANIE.

Podstawą jest POJEDNANIE Z BOGIEM. Pojednanie rozumiane głęboko. Nie chodzi tu jedynie o uznanie własnych grzechów, o szczery żal i trud poprawy. Prawdziwe pojednanie, to sytuacja, w której z głębi serca mówię: TY BOŻE MASZ RACJĘ. Miałem wiele wątpliwości. Czasem się buntowałem. Nieraz pobłądziłem, zadawałem ból sobie i innym. Łudziłem się, że lepiej i nowocześniej jest posłuchać ludzkich opinii, albo mojego ciała czy własnych emocji. Teraz już wiem: Twoje przykazania są słuszne. Odtąd będę kierował się Twoją Ewangelią i przykazaniami nie ze strachu czy przymusu, ale z radości, bo Twoje Słowa ukazują mi ścieżkę życia. Odtąd ufam już bardziej Tobie niż sobie samemu. Jak dziecko, które nie rozumie niektórych decyzji kochających go rodziców, ale już się upewniło, że także wtedy warto im zaufać.

Zmartwychwstawanie miłości w nas wymaga także POJEDNANIA Z SAMYM SOBĄ. To właśnie pojednanie z samym sobą często okazuje się najtrudniejszym zadaniem. Oznacza ono przebaczenie sobie błędów z przeszłości Nie po to jednak, aby tolerować własne grzechy, słabości czy błędy, ale po to, by nie dać się nimi przytłoczyć, żeby nie pozostać na zawsze w grobie własnej historii czy nienawiści do samego siebie, jak uczynił to Judasz. Zapominanie o własnych grzechach sprawia, że ciągle do nich wracamy. Z kolei myślenie tylko o nich sprawia, że nie mamy siły i nadziei na zmianę życia. Zdarza się, że Pan Bóg i ludzie nam już przebaczyli, a my nie potrafimy przebaczyć samym sobie, by dać sobie szansę na nowe życie. A tymczasem chrześcijaństwo wymaga miłosiernej miłości do każdego bliźniego: do nieprzyjaciela, do grzesznego, słabego, odrzuconego. Nawet wtedy, gdy takim bliźnim... jestem ja sam !

Zmartwychwstawanie w nas Bożej miłości wymaga wreszcie POJEDNANIA Z DRUGIM CZŁOWIEKIEM. Jest on równie niedoskonały i grzeszny, jak my sami. Czasami zadaje nam ból i wyrządza krzywdę. Często jednak nie czyni tego ze złej woli lecz - podobnie jak my - jest nieświadomy tego, co czyni albo ulega słabości. Chrystus wzywa nas, byśmy przebaczali bliźnim zawsze i własnym życiem potwierdza, że zło można zwyciężyć jedynie dobrem, miłosierną miłością. Mamy oczywiście prawo bronić się przed krzywdą. Czynił to także Jezus. Mamy też prawo mówić bliźniemu bolesną prawdę o jego postępowaniu. Ale pod jednym warunkiem: że będziemy to czynili z miłości i z miłością.

Przy końcu życia będziemy sądzeni z miłości (por. Mt 25,31-46). Ludzie po lewicy, a więc ci odrzuceni, nie są potępieni dlatego, że uczynili wiele zła ale dlatego, że nie kochali. Z kolei o ludziach po prawicy, a więc o wchodzących do nieba, Chrystus nie mówi, iż byli zupełnie bez grzechu. Mimo własnych słabości nauczyli się jednak kochać głodnych, potrzebujących, potępianych, słabych, wątpiących. A więc tych, od których nie mogli spodziewać się zapłaty. Kochali zatem miłością bezinteresowną i bezwarunkową. Kochali Bożą miłością. Jeśli zacznie w nas zmartwychwstawać taka właśnie miłość, to wszystko stanie się inne i nowe. Wprawdzie życie nadal będzie niosło ze sobą podobne trudności i próby. Ale my sami będziemy już zupełni inni, bo będziemy się kierować miłością, która jest cierpliwa, nie szuka poklasku, nie pamięta złego. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma (por. 1 Kor 13,4-7). Wielkanoc jest w sercach tych ludzi, w tych rodzinach i wspólnotach, w których zmartwychwstaje taka miłość.