Wielkanocne zamyślenia

Zmartwychwstanie - początek nowego stworzenia

Od początku swego istnienia Kościół był świadomy, że zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa stanowi punkt zwrotny w historii ludzkości. Poprzez wydarzenia paschalne, Bóg raz jeszcze opowiada się za swoim stworzeniem, opowiada się za życiem i nadzieją przeciwko śmierci i rozpaczy. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest ostatecznym dopełnieniem dziejów zbawienia a jednocześnie źródłem nowego sposobu istnienia ludzkości i to nie tylko w wymiarze eschatologicznym, ale także doczesnym.

Z tego powodu wydarzenia paschalne pozostaną na zawsze kamieniem węgielnym naszej wiary oraz źródłem światła, które ostatecznie rozjaśnia egzystencję i los człowieka oraz staje się ostatecznym kryterium chrześcijańskiego życia. Wydarzenia paschalne są więc niezwykłą i życiodajną tajemnicą, nad którą mamy nieustannie pochylać się z wiarą i nadzieją, z miłością i zamyśleniem.

1.Pusty grób

Przekazy biblijne na temat ostatecznego losu Jezusa są zwięzłe a jednocześnie bardzo jednoznaczne: historia Mistrza z Nazaretu nie kończy się śmiercią i złożeniem do grobu. Po trzech dniach uczniowie odkrywają bowiem, że grób Jezusa jest pusty. Odkrywają też, że chusty i prześcieradła, którymi był powiązany, pozostały w grobie. Charakterystyczna jest tu różnica w stosunku do opisu wskrzeszenia Łazarza: gdy Jezus przywraca mu życie, to Łazarz wychodzi z grobu powiązany opaskami i chustą. Oznacza to, że nadal podlega prawu śmierci. Będzie musiał raz jeszcze umrzeć. Tymczasem apostołowie przekonują się, że chusta i opaski, którymi powiązany był Jezus, pozostają w grobie. Zmartwychwstałego nie trzeba było - jak Łazarza - rozwiązywać z grzebalnych prześcieradeł. Odtąd nie podlega On więzom śmierci i więcej już nie umiera. Wychodzi z grobu jako zwycięzca śmierci a także jako zwycięzca grzechu, z którego śmierć wzięła początek.

2. Spotkanie z uczniami

Zmartwychwstały spotyka się z uczniami. Przynosi im niezwykłe dary: pokój, Swojego Ducha, władzę odpuszczania grzechów, zdolność świadczenia o Nim aż po krańce ziemi. Gdyby w wieczerniku znajdował się wtedy jakiś postronny obserwator, to prawdopodobnie niczego by nie zobaczył i niczego by nie doświadczył. Jak to ilustruje doświadczenie uczniów w drodze do Emaus, Zmartwychwstałego trzeba bowiem ROZPOZNAWAĆ, by się z Nim naprawdę spotkać. Tutaj nie wystarczą jedynie oczy i uszy. Najważniejsze jest dosłownie niewidzialne dla oczu. Tak zresztą jest również w przypadku spotkania z drugim człowiekiem. Zmysły mogą przecież zarejestrować jedynie to, co zewnętrzne. Tymczasem spotkanie wyraża się poprzez to, co wewnętrzne: poprzez zaufanie, więzi, miłość, poprzez rozpoznawanie tajemnicy spotykanego.

Przekonuje nas o tym Tomasz. Najpierw nie wierzy, ale gdy spotyka Zmartwychwstałego, wyznaje znacznie więcej niż mówią mu jego oczy czy dotyk. Uznaje Zmartwychwstałego za swego Boga i Pana. Ślady ran są więc dla niego jedynie punktem wyjścia, stają się ZNAKIEM, dzięki któremu rozpoznaje ostateczną tajemnicę Jezusa.

3. Nowy człowiek

Gdy zestawimy pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju z relacjami o spotkaniu apostołów ze Zmartwychwstałym, to odkryjemy bardzo znamienne analogie. Początek Księgi Rodzaju zawiera opis stworzenia. Oto Bóg mocą Swego Słowa powołuje człowieka do istnienia. Obdarza go tchnieniem Swojego Ducha. Ofiaruje mu swoją przyjaźń oraz przyjaźń człowieka, by nikt nie musiał pozostawać w samotności.

Zwróćmy uwagę, że Pismo św. stwierdza, iż wszystko, co Bóg stworzył było bardzo dobre. Samotność człowieka to pierwsza rzecz, którą sam Bóg określa jako niedobrą. Jest to zrozumiałe, skoro Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. A Bóg to przecież WSPÓLNOTA MIŁOŚCI.

Tymczasem przez pierworodne nieposłuszeństwo człowiek zrywa więź z Bogiem. Odtąd boi się Stwórcy, nie ufa mu i ukrywa się przed Nim. Przeżywa wyrzuty sumienia, poczucie winy i zawstydzenia. Nie potrafi też spotykać się z człowiekiem. Wyrządza bratu krzywdę. Staje się zazdrosny. Potrafi nawet zabić. W konsekwencji stary człowiek, człowiek grzechu i nieposłuszeństwa, nie jest zdolny, by dobrze spotykać się chociażby tylko z samym sobą. Doświadcza również wewnętrznego rozdarcia i konfliktu. Czyni nie to, co chciałby. Potrafi łudzić i krzywdzić samego siebie. Znajduje się w dramatycznym położeniu: tak jak na początku stworzenia, jest mu nadal niedobrze samemu ale teraz jest mu niedobrze także z innymi.

Bóg jednak nie pozostawia człowieka w tym stanie. Poprzez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa otwiera perspektywy nowej przyszłości, odsłaniając do końca tajemnicę Zmartwychwstałego. On jest Słowem, przez które Ojciec raz jeszcze stwarza ludzkość, nową ludzkość, nowego człowieka. Jest Słowem ostatecznym i widzialnym, bo jest Słowem wcielonym. Wcielonym w konkretnego człowieka.

Jezus Chrystus raz jeszcze tchnie w apostołów Swojego Ducha i w sposób definitywny odsłania człowiekowi najdoskonalsze podobieństwo i obraz Boży. To podobieństwo i ten obraz samego siebie, który Stwórca wpisał w tajemnicę ludzkiej natury. Tym razem jest to obraz tak bardzo konkretny i tak bardzo jednoznaczny, bo wcielony w życie, w słowa i w całe wydarzenie Jezusa z Nazaretu, który jest Synem Bożym i Zbawicielem człowieka.

Nie dziwi więc, że spotkanie ze Zmartwychwstałym w niezwykły sposób przemienia i dosłownie na nowo stwarza Jego uczniów. Rzeczywiście stają się oni nowymi ludźmi. Dotąd byli zastraszeni i zawiedzeni. Pozostawali w ukryciu. Nie rozumieli historii ich Mistrza. Nie pojmowali też własnego powołania. Tymczasem po spotkaniu ze Zmartwychwstałym słuchają już bardziej Boga niż ludzi czy siebie samych. Odtąd nie chcą już kierować się żadną inną mądrością, jak tylko naśladowaniem Jezusa i to ukrzyżowanego. Odtąd rozumieją, że radość, której świat dać nie może i której świat nie jest w stanie nikomu odebrać, radość pełna i trwała, to radość człowieka, który z Chrystusem, w Chrystusie i przez Chrystusa czyni z samego siebie bezinteresowny dar dla innych. Spotkanie ze Zmartwychwstałym jest dla uczniów ostatecznym znakiem i dowodem, że śmierć i grzech nie mają ostatecznego słowa. Przyszłość należy do Boga, a więc do Miłości.

4. Nasze spotkania ze Zmartwychwstałym

Żyjemy w świecie już odkupionym, a jednocześnie nieustannie doświadczamy osobistych i społecznych konsekwencji pierworodnego nieposłuszeństwa. Nie mamy wątpliwości, że niedobrze jest człowiekowi być samemu a jednocześnie ciągle jeszcze nie umiemy się spotykać z Bogiem i z drugim człowiekiem na sposób takiej miłości, którą Bóg pierwszy nas pokochał.

W jakże przejmujący sposób opisuje św. Paweł sytuację każdego z nas: "Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele" (2 Kor 4, 8-11).

W tej sytuacji jesteśmy ludźmi, którzy potrzebują czegoś więcej niż tylko radości i nadziei, która płynie z odkrycia pustego grobu Pana. Tak jak apostołowie, potrzebujemy osobistych spotkań ze Zmartwychwstałym, bo tylko mocą tych spotkań możemy - jak oni - stawać się nowym stworzeniem. Tylko mocą ufnej więzi z Chrystusem możemy zmartwychwstawać już na tej ziemi z naszych lęków i grzechów, z naszego egoizmu, z naszej koncentracji na sobie i na naszych jedynie potrzebach. Tylko Jego mocą możemy zmartwychwstawać do miłości i odpowiedzialności, do radości i szczęścia, do przyjaznego spotykania się z drugim człowiekiem i z samym sobą.

Już nie musimy - jak pierwszy człowiek - ukrywać się przed Bogiem. W Jezusie Chrystusie On przekonuje nas ostatecznie, że postanowił wejść w historię tego świata nie po to, by nas karać, ale po to, by nas szukać oraz by potwierdzić raz jeszcze, że nas kocha i że przygotowuje nam nową przyszłość. Przyszłość, której nie może przekreślić nawet grzech i śmierć. Przyszłość, która należy do Miłości. Przyszłość, w której człowiekowi może być znowu dobrze, gdy spotyka się ze swoim Stwórcą, ze swoim współbratem oraz z samym sobą.

Takich spotkań uczymy się bezpośrednio od Zmartwychwstałego. Jesteśmy powołani, by tak jak On spotykać się z naszym Ojcem, który jest w niebie: poprzez nieustanną i ufną modlitwę, poprzez kochanie Boga nade wszystko, poprzez pełnienie Jego woli do końca, poprzez traktowanie Jego przykazań jako naszej mądrości i radości, poprzez słuchanie Boga ba dziej niż ludzi i niż siebie samych.

Jako chrześcijanie jesteśmy powołani, by na wzór Chrystusa spotykać się z drugim człowiekiem: poprzez wierną przyjaźń i pokorną służbę, poprzez miłość nieprzyjaciół i sprawiedliwość społeczną, poprzez cierpliwe i przyjazne rozpoznawanie godności i tajemnicy każdego współbrata, poprzez spieszenie z pomocą zwłaszcza tym, którzy są chorzy i słabi, którzy się źle mają i mogą ustać w drodze.

Jesteśmy powołani, by od Zmartwychwstałego uczyć się spotykania także z samym sobą: poprzez uznawanie prawdy o sobie i stawianie sobie jasnych wymagań, poprzez odkrywanie własnego powołania i osobistej odpowiedzialności na tej ziemi a jednocześnie poprzez upewnianie się, że Bóg pokochał nas, gdyśmy jeszcze byli grzesznikami. Tylko bowiem doświadczenie Jego miłości czyni nas zdolnymi, by autentycznie kochać i respektować także samego siebie, by stawać się nowym człowiekiem, który żyje w świętości i wolności dzieci Bożych.