Ojciec święty wobec współczesnych zagrożeń

"NIE LĘKAJCIE SIĘ" (1)

W swej książce "Przekroczyć próg nadziei" Ojciec Święty ukazuje różnego rodzaju niebezpieczne zjawiska we współczesnym świecie, które zagrażają człowiekowi i jego powołaniu do życia w prawdzie, miłości i świętości. Już sam tytuł książki, wzywający do nadziei, świadczy o tym, iż żyjemy w świecie, w którym mamy wiele powodów do zwątpienia i do utraty nadziei. Jan Paweł II wylicza główne źródła obecnych zagrożeń i niebezpieczeństw, które w jakimś stopniu dotykają każdego z nas.

Pierwszym źródłem zagrożeń jest ŚWIAT, w którym żyjemy. Jest to świat boleśnie dotknięty grzechem pierworodnym i jego rozlicznymi konsekwencjami. Ten świat "nie jest źródłem definitywnego uszczęśliwienia człowieka. Wręcz przeciwnie, może się stać źródłem jego zguby" (s.59). Świat stworzony i borykający się ze skutkami grzechu pierworodnego nie jest zdolny ocalić człowieka od zła: od chorób, epidemii, kataklizmów, katastrof. Nie jest tym bardziej zdolny wyzwolić człowieka od cierpienia i śmierci. Ten świat sam potrzebuje zbawienia i ocalenia. Wojny, obozy koncentracyjne, holokaust, nieuleczalnie chorzy, upośledzone dzieci, dramaty poszczególnych osób, rodzin i całych społeczeństw, wszystko to stwarza ponury obraz współczesnego świata (por. s. 62).

Drugie źródło zagrożenia stanowi sam CZŁOWIEK, jego słabość i jego wewnętrzne rozdarcie. Jan Paweł II przypomina słowa Konstytucji "Gaudium et spes" Soboru Watykańskiego II: "Zakłócenia równowagi, na które cierpi dzisiejszy świat, w istocie wiążą się z bardziej podstawowym zachwianiem równowagi, które ma miejsce w ludzkim sercu" (GS,10). W tej sytuacji nie można "przeoczyć tajemnicy grzechu, która wciąż rozrasta się w świecie" (s.39). Grzech jest związany z ludzką wolnością. Także wtedy, gdy człowiek źle korzysta ze swojej wolności, Bóg nie wycofuje się ze swego daru i nie pozbawia człowieka wolności działania. W tym sensie można powiedzieć, "że Bóg jest 'bezradny' wobec ludzkiej wolności" (s.65). Człowiek dysponuje aż taką wolnością, że potrafi odrzucić samego Boga (s.70).

Dramatycznym znakiem i przejawem współczesnych zagrożeń w świecie i w sercu poszczególnych ludzi jest KRYZYS PRAWDY a zwłaszcza fałszywe wizje człowieka i jego życia. Oddalamy się coraz bardziej od prawdy. Oddalamy się od prawdy o sobie, o swoim statusie bytu stworzonego i niedoskonałego. Znowu - jak na początku historii - łudzimy się, że sami potrafimy odróżnić dobro od zła. Co więcej, coraz częściej padają głosy, że zło w ogóle nie istnieje, a wszystko jest jedynie alternatywą, łącznie z zabijaniem niewinnych czy traktowaniem doraźnej przyjemności jako jedynego kryterium "nowoczesnego" postępowania. Coraz więcej też ludzi rozumie słowo tolerancja w sposób wypaczony, który sugeruje, że powinniśmy mieć jednakowy szacunek dla dobra i dla zła, dla prawdy i dla kłamstwa. Takie oddalanie się od prawdy o sobie i o własnym życiu nie może być bezkarne. W konsekwencji coraz więcej osób zostaje "całkowicie wyeliminowanych z kręgu zwyczajnego ludzkiego szczęścia na ziemi, takiego szczęścia, jakie daje miłość, małżeństwo, rodzina" (s.62).

Oddalając się od prawdy o sobie, człowiek oddala się także od prawdy o Bogu, tworząc wypaczone i karykaturalne obrazy Boga, które skłaniają wielu do odrzucenia Stwórcy albo do szukania fałszywych dróg religijności, choćby w postaci rozwijających się sekt czy też bezkrytycznej mody na tradycje religijne Dalekiego Wschodu. Ojciec Święty podkreśla, że te tradycje i doktryny są często zaprzeczeniem chrześcijaństwa. Dla przykładu "buddyzm jest w znacznej mierze systemem 'ateistycznym'. Nie wyzwalamy się od zła poprzez dobro, które pochodzi od Boga, wyzwalamy się tylko poprzez zerwanie ze światem, który jest zły" (s.78). Podobnie negatywnie należy patrzeć na ruch New Age, który w swej istocie sprowadza się do starych poglądów gnostycznych i do odrzucenia Chrystusa

(s.80-81).

Kryzys świata i człowieka, kryzys prawdy i wartości prowadzi w konsekwencji do lęku o dobro, "do realistycznej świadomości zła, które istnieje w świecie i w każdym człowieku" (s.38). Ojciec Święty stwierdza, że "Papież, jak każdy chrześcijanin, musi mieć szczególnie wyostrzoną świadomość tych zagrożeń, którym poddane jest życie człowieka w świecie i jego doczesna przyszłość, a także jego przyszłość ostateczna, wieczna, eschatologiczna. Jednakże świadomość tych zagrożeń nie rodzi pesymizmu, tylko MOBILIZUJE do zmagania się o zwycięstwo dobra w każdym wymiarze" (s.38). To właśnie nadzieja i wiara w zwycięstwo dobra stanowi samą istotę refleksji Jana Pawła II. W swojej książce Ojciec Święty wskazuje najpierw na potrzebę nadziei: "Słowa Chrystusa Zmartwychwstałego: 'Nie lękajcie się' są nam potrzebne pod koniec drugiego milenium, może bardziej niż kiedykolwiek. Są potrzebne człowiekowi, który również po upadku komunizmu nie przestał się lękać i ma do tego liczne powody" (s.162).

Nadzieja, do której nas wzywa Jan Paweł II, nie jest oparta na ludzkich kalkulacjach i przesłankach. Jest to nadzieja chrześcijańska, nadzieja nadprzyrodzona, nadzieja, którą sam Bóg wlewa w nasze serca. Ojciec Święty pragnie być dla współczesnego świata szczególnym znakiem i świadkiem tej nadziei. Rozpoczął swój pontyfikat od słów, które Chrystus wypowiadał wielokrotnie do spotykanych ludzi: nie bójcie się, nie lękajcie się! (por. Łk 5, 10). Papież zapewnia nas, że nie musimy się lękać prawdy o nas samych, chociaż wraz ze świętym Piotrem świadomi jesteśmy naszej grzeszności (por. Łk 5,8). Nie musimy lękać się tej prawdy, bo Bóg objawia nam ją z miłości i z miłością. Czyni to nie po to, aby nas potępić lecz po to, abyśmy mogli stać się nowym człowiekiem i aby radość nasza była pełna. Ojciec Święty wzywa nas: "nie lękajcie się słabości człowieka, ani też jego wielkości. Człowiek nie przestaje być wielkim nawet w swojej słabości. Nie lękajcie się być świadkami godności każdej ludzkiej osoby - od chwili poczęcia aż do śmierci" (s.31).

Wzywając nas do nadziei Jan Paweł II ukazuje nam jej źródło, jej fundament. Na wszystkich stronach swej książki Ojciec Święty z mocą ukazuje, że jedynym i niezawodnym źródłem naszej odwagi i nadziei jest Bóg i tylko On: "BÓG JEST PIERWSZYM ŹRÓDŁEM RADOŚCI I NADZIEI CZŁOWIEKA" (s.36). Tymczasem im więcej krzywd wyrządza ktoś sobie i innym, im bardziej dramatycznie doświadcza słabości własnej i swoich współbraci, tym bardziej oddala się od Boga a nawet boi się Boga. Pozostawanie bez Boga grozi w takiej sytuacji rozpaczą albo bezradnością i uległością wobec zła. Stąd papieskie słowa zachęty: Nie lękajcie się tajemnicy Boga, nie lękajcie się Jego miłości" (s.31). On jest dla nas Ojcem. On tak umiłował świat, że Syna swojego dał, aby nikt z nas nie zginął lecz miał życie wieczne (por. J 3,16). "Bóg objawia się przede wszystkim jako Miłosierdzie, to znaczy jako miłość, która wychodzi na spotkanie człowieka cierpiącego, jako Miłość, która dźwiga, podnosi z upadku, zaprasza do ufności" (s. 40).

Boża Miłość ku człowiekowi objawia się najpełniej w Jezusie Chrystusie. "Chrystus jest świadkiem przedwiecznym Ojca i tej Miłości, jaką Ojciec ma do swego stworzenia od początku" (s.51). Dzięki Chrystusowi staliśmy się dziećmi obietnicy (por. Ga 4, 28), do których odnoszą się Jego słowa: "nie lękajcie się: Jam zwyciężył świat" (J 16, 33). "Kościół zaś wierzy, że Chrystus, który za wszystkich umarł i zmartwychwstał, może człowiekowi przez Ducha swego udzielić światła i sił, aby zdolny był odpowiedzieć najwyższemu swemu powołaniu" (s.43).

Szczególne znaczenie dla naszej nadziei i przemiany ma krzyż Chrystusa. Ojciec Święty stawia pytanie, które nurtuje ludzkość od dwóch tysięcy lat: "czy było potrzebne dla zbawienia człowieka, ażeby Bóg oddał swego Syna na śmierć krzyżową? Na tle tego, co teraz mówimy, wypada zapytać: czy mogło być inaczej? Czy Bóg mógł niejako USPRAWIEDLIWIĆ SAMEGO SIEBIE WOBEC DZIEJÓW CZŁOWIEKA, tak głęboko naładowanych cierpieniem - inaczej aniżeli stawiając w centrum tych dziejów właśnie krzyż Chrystusa? Bóg nie jest poza-światowym Absolutem, któremu cierpienie ludzkie jest obojętne. Jest Emanuelem, Bogiem z nami, jest Bogiem, który dzieli los człowieka, uczestniczy w jego losie" (s.63). Ukrzyżowany Chrystus jest zatem ostatecznym dowodem solidarności Boga z cierpiącym człowiekiem. W Nim Bóg staje po stronie człowieka w sposób radykalny: uniżył samego siebie przyjmując postać sługi, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej (por. Flp 2, 7-8). Ojciec Święty z wielką mocą przypomina, że "Chrystus jest tym, który do końca nas umiłował (J 13, 1). 'Do końca', to znaczy do ostatniego tchnienia. 'Do końca", to znaczy przyjmując wszystkie konsekwencje ludzkiego grzechu, biorąc je na siebie. (...) Mąż boleści jest objawieniem tej miłości, która 'wszystko przetrzyma' (1 Kor 13, 7), tej miłości, 'która jest największa' (por. 1 Kor 13,13). I ostatecznie wobec Ukrzyżowanego bierze w nas górę ten człowiek, który jest uczestnikiem odkupienia, nad człowiekiem, który jest zagorzałym sędzią Bożych wyroków w jego własnym życiu i w życiu ludzkości" (s.66).

Po to, "aby człowiek uwierzył, że jest zbawiony przez Boga, musi zatrzymać się pod krzyżem Chrystusa. Musi z kolei w niedzielę po szabacie stanąć wobec pustego grobu i usłyszeć, tak jak owe jerozolimskie niewiasty: 'Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał' (Mt 28,6). Między krzyżem a zmartwychwstaniem zawarta jest pewność, że Bóg zbawia człowieka" (s.67). Zbawienie dokonane przez Chrystusa "nie tylko stawia czoło złu istniejącemu w świecie w każdej jego postaci, ale proklamuje zwycięstwo nad złem: 'Jam zwyciężył świat' - mówi Chrystus" (s. 37).

Zwycięstwo Chrystusa oznacza wyzwolenie od wszelkiego zła: nie tylko od zła społecznego, jak niesprawiedliwość, zniewolenie czy wyzysk, nie tylko od nieszczęść takich jak choroba, katastrofa czy klęski żywiołowe. Chrystus pokonał zatem nie tylko zło doczesne ale także zło wieczne w postaci śmierci i potępienia. "Za sprawą Chrystusa śmierć przestaje być złem ostatecznym - zostaje podporządkowana mocy życia" (s. 68).

Tak więc w Chrystusie, z Chrystusem i przez Chrystusa wszyscy możemy być dziećmi nadziei. Ojciec Święty podkreśla jednak, że ta nadzieja nie staje się naszym udziałem w sposób automatyczny. Naszym zadaniem jest bowiem zdobywać się na odwagę zaufania wobec Boga, aby przekroczyć próg nadziei. Jan Paweł II nie tylko zachęca nas do przekroczenia tego progu nadziei lecz wyjaśnia nam również w jaki sposób powinniśmy to czynić.

Przekroczenie progu nadziei wymaga najpierw uznania całej prawdy o sobie, gdyż autentyczna nadzieja, która zawieść nie może, płynie z odkrycia Bożej prawdy o człowieku i jest owocem trwania w tej prawdzie. Zatem pierwszym warunkiem pokonania lęku i przekroczenia progu nadziei "jest poznanie swojej grzeszności, również grzeszności dziedzicznej, jest także wyznanie jej przed Bogiem, który niczego innego nie oczekuje, jak tylko przyjąć to wyznanie i zbawić człowieka - zbawić, to znaczy ogarnąć i przeniknąć odkupieńczą miłością, tą miłością, która zawsze jest większa od jakiegokolwiek grzechu" (s, 60). Takie dogłębne i uczciwe uznanie całej prawdy o sobie a także kierowanie się nią w życiu nie jest możliwe bez modlitwy. To właśnie modlitwa otwiera nas na trudną prawdę o człowieku, którą w pełni zna jedynie Stwórca. Świadomość wielorakich zagrożeń nie powinna prowadzić wierzących ku pesymizmowi i rezygnacji lecz powinna raczej mobilizować do zmagania się o zwycięstwo dobra a "to zmaganie się o zwycięstwo dobra w człowieku i w świecie rodzi właśnie potrzebę modlitwy" (s.38). Modlitwa jest bowiem "najprostszym sposobem uobecniania w świecie Boga i Jego zbawczej miłości" (s. 39).

Przekroczenie progu nadziei wymaga zatem odwagi uznania prawdy o sobie i żarliwej modlitwy. Jan Paweł II wskazuje także na drugi warunek nadziei. Otóż warunkiem nadziei jest stawianie sobie wysokich wymagań moralnych. Nasza nadzieja może być tym mocniejsza, im wierniej kierujemy się zasadami Ewangelii a zwłaszcza przeświadczeniem, że "zło można i trzeba dobrem zwyciężać" (por. Rz 12, 21). Ewangelia jest afirmacją dobra i dlatego musi być bardzo wymagająca. "Dobro bowiem nie jest łatwe, jest ono zawsze tą 'stromą ścieżką', o której mówi Chrystus w Ewangelii" (s. 38).

Jako ludzie nadziei jesteśmy więc wezwani do tego, by podjąć wymagania Ewangelii, "to znaczy przyznać się do całego swego człowieczeństwa, zobaczyć jego piękno zamierzone przez Boga samego, zobaczyć prawdę wszystkich ludzkich słabości w świetle mocy Boga samego: co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga" (s.163). Ojciec Święty wskazuje, że Chrystus zaprasza nas do przerastania samych siebie, do pokonywania naszych słabości, które nieustannie zagrażają naszej nadziei. Jego Ewangelia jest wymagająca ale właśnie dlatego "jest ona Wielką Obietnicą: obietnicą życia wiecznego - dla człowieka poddanego prawu śmierci, obietnicą zwycięstwa przez wiarę - dla człowieka zagrożonego tylu klęskami" (s.90).

Zakończmy te refleksje o zagrożeniach współczesnego świata i o chrześcijańskiej nadziei jakże osobistym wyznaniem Ojca Świętego: "Kiedy w dniu 22 października 1978 r. wypowiadałem na Placu św. Piotra słowa: 'Nie lękajcie się!', nie mogłem w całej pełni zdawać sobie sprawy z tego, jak daleko mnie i cały Kościół te słowa poprowadzą. To, co w nich było zawarte, pochodziło bardziej od Ducha Świętego, aniżeli od człowieka, który słowa te wypowiadał" (s.160). Każdy, kto żyje prawdą i miłością, kto modli się i kieruje się wymaganiami Ewangelii Chrystusa, staje się uczestnikiem tej nadziei, której świadkiem jest Jan Paweł II, Papież wielkiej nadziei i całkowitego zawierzenia. On jest świadkiem pewności, "że istnieje Ktoś, kto dzierży losy tego przemijającego świata, Ktoś, kto ma klucze śmierci i otchłani (por. Ap 1, 18), Ktoś, kto jest Alfą i Omegą dziejów człowieka (por. Ap 22, 13). A ten Ktoś jest Miłością (por. 1J 4, 8.16), Miłością uczłowieczoną, Miłością ukrzyżowaną i zmartwychwstałą, Miłością bez przerwy obecną wśród ludzi. Jest Miłością eucharystyczną. Jest nieustannym źródłem komunii. On jeden ma pełne pokrycie dla tych słów: nie lękajcie się !" (s.162).